O tym, że sąd odwoławczy ma uprawnienie do instancyjnej kontroli składu orzekającego (więc groźba dyscyplinarek za „kwestionowanie skuteczności powołania” sędziego jest groźbą bezprawną)

Symbolicznie: w piątek 13 grudnia posłowie PiS wnieśli do laski marszałkowskiej projekt ustawy „dyscyplinującej” sędziów (zgodnie z najnowszym parlamentarnym obyczajem projekt nie został opublikowany w serwisie internetowym Sejmu — ani pod „Wniesione projekty ustaw, którym nie został nadany nr druku”, ani pod „Przebieg procesu legislacyjnego”). — projekt jest, po prostu zmieniła się struktura odnośników, a ja tkwiłem w mylnym błędzie poprzedniej kadencji. Odnośnik do projektu ustawy jest tutaj.
Jedną z ciekawszych zmian ma być (przepisuję za „Gazetą Prawną”) wzbogacenie katalogu przewinień dyscyplinarnych m.in. o działania kwestionujące istnienie stosunku służbowego sędziego lub skuteczność jego powołania”. Chodzi oczywiście o rozlewającą się falę orzeczeń i zagadnień prawnych dotykających statusu Krajowej Rady Sądownictwa, a to w kontekście głośnych wyroków Sądu Najwyższego i TSUE (por. „Izba Dyscyplinarna SN nie jest sądem” oraz „Niezawisłość sędziowska może być zagrożona wskutek upolitycznienia Krajowej Rady Sądownictwa”).

W związku z tym naszła mnie garść pytań, na które postanowiłem poszukać — całkowicie na własną rękę, bazując na mojej (jakże omylnej) znajomości prawa i orzecznictwa. A brzmią one: czy sąd odwoławczy nie ma aby uprawnienia, w ramach kontroli instancyjnej, do oceny składu sądu orzekającego w niższej instancji? Czy gdybym ja — cudem jakimś, przebrał się w togę — i zaczął wydawać, wyroki, nikomu nic do tego? Czy zatem rzeczywiście kwestionowanie statusu osoby, która wydała orzeczenia, jako sędziego, może być traktowane jako delikt dyscyplinarny? 

Dywagacje składające się na próbę odnalezienia pytań będą w punktach, bo tak mi się bardzo podoba:

  • konstytucja gwarantuje „każdemu” prawo do sądu — rozpoznania sprawy przez „właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd” (art. 54 ust. 1 Konstytucji RP; podobnie głoszą prawa europejskie i człowiecze);
  • sąd „właściwy”, czyli taki jak ma być (terenowo, proceduralnie, etc.etc.); sąd „niezależny i niezawisły”, czyli taki, który czyta tylko prawo, a nie z ust decydentów;
  • prawo do sądu jest, trawestując wieszcza, jak „dąb który tysiąc lat rósł w górę. Niech nikt kiełka małego z dębem nie przymierza. Tradycja prawa do sądu jest warownym murem”, który ma być podstawą wymierzania sprawiedliwości (choćby najdoskonalsze przepisy na nic się zdadzą, jeśli będziemy mieć wrażenie, że stosują je ludzie nieszczególnie do tego predestynowani);
  • dlatego też (cały czas pamiętam, że to ciągle felieton) pamiętać warto, że: wadliwość (sprzeczność z prawem) składu sądu orzekającego w sprawie jest przesłanką do stwierdzenia nieważności postępowania cywilnego (art. 379 pkt 4 kpc);
art. 379 pkt 4 kpc
Nieważność postępowania zachodzi:
4) jeżeli skład sądu orzekającego był sprzeczny z przepisami prawa (…);
  • nieważność postępowania jest na tyle poważną wadą, że sąd odwoławczy ma obowiązek wziąć tę przesłankę z urzędu, nawet jeśli strona w apelacji nie zarzuci takiego naruszenia proceduralnego (art. 378 par. 1 kpc); oczywiście nieważność postępowania jest dobrym powodem do wniesienia skargi kasacyjnej (art. 398(9) par. 1 pkt 4 kpc);
  • analogicznie rzecz wygląda w przypadku postępowania karnego, który do bezwzględnych przesłanek odwoławczych zalicza m.in. to, iż „sąd był nienależycie obsadzony” (art. 439 par. 1 pkt 2 kpk) — i znów: naruszenie tego wymogu jest podstawą do wniesienia kasacji do SN (art. 523 par. 1 kpk);
  • no a teraz mówi się: będzie dyscyplinarka za kwestionowanie statusu sędziego — osoby, która z bliżej jasnych, ale niekoniecznie zgodnych z prawem przyczyn miała możność orzekać w konkretnej sprawie.

Reasumując: skoro sąd ma procesowy obowiązek — wykreślenie przepisów o nieważności postępowania ze względu na nieprawidłowy skład orzekający z kpk i kpc nic nie da, także w państwie, w którym konstytucyjność rozwiązań legislacyjnych badany jest przy herbatce i ciasteczkach — z urzędu ocenić czy sędzia, który podpisał się pod wyrokiem miał prawo to zrobić (bo tylko w ten sposób można stwierdzić, że sąd, który wydał wyrok jest sądem „właściwym”), to nie mam pojęcia jakim cudem jakaś ustawa może grozić dyscyplinarką za kwestionowanie statusu sędziego. W przeciwnym razie groziłaby nam totalna anarchia, w której orzeczenie wydane przez osobę podstępnie podszywającą się pod sędziego może i wydaje się raczej scenariuszem kolejnego filmu o rozwydrzonym motłochu — ale już spisek władzy wykonawczej i ustawodawczej, wespół-w-zespół dążących do obsadzenia judykatury swoimi ludźmi, wydaje się smutną (acz bezprawną) rzeczywistością.

Dla jasności: to nie są jakieś wydumane farmazony profesorków, bo przypominam, że wyroki sądowe dotyczą nas wszystkich — także tych, których noga w życiu w sądzie nie postanęła. To w sądach uciera się wykładnia czy szwaczki mogą pracować na dzieło, jak to jest z tym odfrankowaniem kredytów, czy trzeba włączać kierunkowskaz przy wjeździe na rondo, no i jazda rowerem po ulicy obok DDR jest dozwolona czy zakazana. Jeśli wyroki będą wydawać sędziowie, których status można podważyć — to nie będą wyroki.

PS a ponieważ dziś w cenie jest sypnięcie ostrą puentą: przypominam, że wywieranie wpływu groźbą bezprawną na czynności urzędowe konstytucyjnego organu RP jest zbrodnią zagrożoną karą pozbawienia wolności do 10 lat (art. 128 par. 3 kk). Grożenie dyscyplinarką za kwestionowanie statusu sędziego osoby, która sędzią nie jest — jest co najmniej groźbą karalną. Howgh!

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

28 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze