Koniec roku to tradycyjny czas podsumowań na tutejszych łamach — jednym z nich jest zestawienie książek przeczytanych i porzuconych w ciągu roku.
Książki przeczytane, które nie doczekały się recenzji:
- Anthony Beevor: „Walka o Hiszpanię 1936-1939. Pierwsze starcie totalitaryzmów” — kolejna potencjalnie ciekawa historyczna pozycja, w której kwestie istotne (polityczne, strategiczne, społeczne) toną w potoku zbytecznych detali (opisów walk, a nawet ruchów niewielkich oddziałów wojskowych, nazwisk, etc.); niezwykle raziło mnie też synonimiczne nazywanie anarchistów czy też anarchosyndykalistów „libertarianami” — trudno powiedzieć czy to sprawka autora, czy tłumaczenia, ale momentami ogólnie ta książka jest niestrawna;
- Anna Bikont: „Nigdy nie byłaś Żydówką. Sześć opowieści o dziewczynkach w ukryciu” — podobno nie da się zrozumieć współczesnej polityki Izraela bez znajomości historii Zagłady, w tym przypadku jest to historia kilku żydowskich dzieci, które Holocaust przetrwały (ukrywane przez Polaków, ścigane przez Polaków, zabijane przez Polaków), ale czasem nie przetrwały swej pamięci;
- Alan Bullock: „Hitler. Studium tyranii” — biografia kanoniczna, o tyle ciekawa, że Bullock był mniej badaczem, a bardziej bezpośrednim obserwatorem części wydarzeń (podobnie jak William R. Shirer); warto też dodać, że właśnie dlatego autorzy kolejnych opracowań poświęconych Hitlerowi na tyle często-gęsto bardzo często powołują się na Bullocka w swoich publikacjach;
- Stanisław Cat-Mackiewicz: „Londyniszcze” — właściwie jak się przeczyta „Politykę Becka”, to „Londyniszcze” można sobie odpuścić, bo do pewnego stopnia te pozycje są autoplagiatem; inny jest rozkład akcentów — tam autor skupia się na Becku jako bezwiednym narzędziu w rękach Anglii, tu raczej niechęć ukierunkowana jest na rządy brytyjskie — jednak argumentacja, a nawet poszczególne sformułowania są po prostu identyczne (przy czym Cat odnosi się nawet do powstania roku 1863, przez co rzecz czyta się podobnie jak dzisiejsze analizy sporów endecji i pepeesowców);
- Jakub Ćwiek: „Święty z Centralnego” — kryminał, ale na swój sposób ciekawy, bo nie o wyższych sferach czy prawdziwych gangsterach, lecz o dworcowej żulii; klimatem troszkę przypomina „Złego”;
- Peter Englund: „Punkt zwrotny. Listopad 1942. 40 osobistych historii z najważniejszego miesiąca II wojny światowej” — zdaniem autora listopad 1942 roku był momentem odwrócenia się losów wojny, w którym Alianci, dotąd przegrywający, zaczęli ją wygrywać: lądowanie w Afryce północnej, Stalingrad, Projekt Manhattan, początki przełamania losów bitwy o Atlantyk, Guadacanal, etc.,etc.; interesujące, choć sposób rwany, szarpany, przeskakujący sposób prowadzenia narracji mocno utrudnia skupienie się na istocie rzeczy (jej lektura to jak czytanie kilku książek na raz);
- Joseph Goebbels, „Goebbels. Dzienniki. Tom 1: 1923-1939” — odświeżone po kilku latach, przede dla utrwalenia i zrekapitulowania informacji zaczerpniętych z innych książek poświęconej tej materii (nadal bardzo chciałbym przeczytać „Dziennik” Ciano — najchętniej w oryginale ;-)
- Max Hastings: „Wojna koreańska. Wielki Konflikt 1950-1953” — jedna z tych książek o wojnie, w której warstwa wojenno-militarno-batalistyczna jest dość nudna, a na pewno nieinteresująca, bo przytłacza warstwę polityczną: dlaczego U.S.A. pozwoliły na zdziczałe wybryki dyktatora, Li Syng Mana, przez co społeczeństwo Korei Południowej początkowo niespecjalnie chętnie garnęło się do obrony swej ojczyzny? dlaczego generał MacArthur proponował użyć bomby atomowej, i to nie tyle przeciwko Korei Północnej, ile przeciwko Chińczykom? dlatego Amerykanie za chiny ludowe nie chcieli przenosić walk na terytorium ChRL, choć było jasne, że tylko dzięki wsparciu Mao komunistyczny reżim w Korei się utrzymał?
- Kamil Iwanicki: „Familoki. Śląskie mikrokosmosy. Opowieści o mieszkańcach ceglanych domów” — bardzo fajna książka o historii i współczesności Górnego Śląska, tytułowe familoki wystąpiły troszkę w roli zanęty, bo chociaż architekturze śląskich miast autor poświęcił dużo miejsca, to jednak budynki były zaczynem opowieści o ich mieszkańcach, a stąd już tylko krok dalej; mało brakowało, a załapałoby się na odrębną recenzję — zdecydowanie polecam!
- Andrzej Kohut: „Ameryka. Dom podzielony” — troszkę przemiędlone, może dobre dla ogólnie zainteresowanych i średnio zorientowanych w tematyce, acz momentami może rozczarować, ponieważ momentami autor nieco gubi wątek i zaczyna pisać o pobocznościach; ogólnie: po Trumpie o Trumpie (ale ciągle przed Trumpem);
- Teresa Kowalik, Przemysław Słowiński: „Zwierzęta na wojnie” — jak w tytule: bardzo ciekawe opowieści o militarnym wykorzystywaniu naszych milusińskich i nie tylko — słonie w wojnach punickich, gołębie pocztowe podczas Wielkiej Wojny, niedźwiedź Wojtek dźwigający amunicję artyleryjską, psy tropiące, ratujące, etc.,etc.; czytać troszkę straszno, bo źle jak człowiek miesza do swoich bzdurnych zachowań niewinne istoty;
- Aleksandra Kozłowska, Mirella Wąsiewicz: „Islandia i Polacy. Historie tych, którzy nie bali się zaryzykować” — kilkanaście opowieści o Polakach, którzy z różnych powodów zdecydowali się na migrację na Islandię i co tam z nimi się podziało; trochę optymizmu, trochę pesymizmu, jak to w życiu;
- Aleksander Krawczuk: „Rzym i Jerozolima” i „Rzym. Kościół i cesarze” — zawsze mówiłem, że historia starożytna interesuje mnie stosunkowo niewiele… chyba że stanowi ona preludium do czasów nieco bardziej współczesnych (tj. Rzym -> rozpad Cesarstwa Karola Wielkiego -> powstanie tego nieszczęsnego pasa rozdzielającego Francję i Niemcy, o którą świat kilka razy spłynął krwią);
- Giles Milton: „Berliński szach mat” — miała być pełnoprawna recenzja, bo książka naprawdę bardzo dobra, ale jakoś nie wyszło, tak czy inaczej to bardzo dobra rzecz dla szukającego rzetelnej informacji o powojennych losach okupowanego Berlina, radzieckiej polityce konfrontacji, blokadzie i łączeniu się stref okupacyjnych w RFN i NRD, etc.;
- Reid Mitenbuler: „Najciekawszy człowiek na świecie. Ekscentryczne życie Petera Freuchena” — całkiem niezła biografia/opowieść o pewnym duńskim podróżniku i odkrywcy (tj. Peterze Freuchenie), zakochanym po uszy w Grenlandii i Arktyce, człowieku niewątpliwie nietuzinkowym, nie tylko jak na tamte lata;
- Mateusz Pakuła: „Skóra po dziadku” — trudno powiedzieć jaki to gatunek: reportaż historyczny? felieton? retrospekcja familijna? reportaż typu gonzo? chyba wszystko po trochu — czyta się nieźle, choć momentami przeskoki są niemałe;
- Friedrich Sander: „Niemiecki czołgista na froncie wschodnim. Dziennik dowódcy” — rzecz autentycznie zaskakująca: oto spisywany na gorąco pamiętnik-notatnik dowódcy czołgu „Škoda super sport”; początkowo zaprzysięgły nazista z czasem (wcale nie wymagało to aż tak wielkiego czasu) coraz bardziej krytyczny wobec polityki Niemiec i sposobu prowadzenia wojny z Sowietami;
- Maciej Siembieda: „Orient” — przeczytałem dla odmóżdżenia, odmóżdżyłem się, nic w mózgu nie zostało (z mózgu też niewiele);
- Paweł Smoleński: „Izrael już nie frunie” — garść reportaży o niedawnej historii Izraela, dużo o wycofaniu się ze Strefy Gazy (tym sprzed lat);
- Miriam Synger: „Jestem Żydówką” — pamiętnik Polki-Żydówki, urodzonej w Polsce wyznawczyni ortodoksyjnego judaizmu, obywatelki Izraela (z nabycia); wątki traktujące o żydowskiej kulturze i religii bardzo ciekawe, szereg osobistych spostrzeżeń także interesująca — jak się okazuje ortodoksja nie wyklucza dość progresywnych poglądów na sprawy społeczne, etc. — wątki stricto osobiste akurat jak dla mnie niepotrzebne, no ale cóż, każdy tak pisze, jak mu się podoba — na szczęście mnie się podobało czytając;
- Matthew Teller: „Jerozolima. Nowa biografia starego miasta” — bardzo ciekawa opowieść o topograficznej historii Jerozolimy / Jeruszalajim / Al Kuds. Ujęcie dość tendencyjne (autor, Brytyjczyk, potomek żydowskich imigrantów z Europy Wschodniej) próbuje za wszelką cenę przekonać czytelnika, że Izrael nie ma jakichkolwiek praw do tego miasta, zaś Żydzi właściwie stanowią tam tylko naleciałość, aczkolwiek można się naprawdę dużo dowiedzieć;
- Maria Turtschaninoff: „Mokradła” — w sumie bajeczki, ale naprawdę bardzo dobrze się czyta, może dlatego, że w sumie rzecz stylizowana na opowiastkę reportażową? — troszkę jak „Boginie z Žítkovej”; troszkę się zdziwiłem, że mi się spodobało — ale się spodobało;
- Aleksandra Wojtaszek: „Fjaka. Sezon na Chorwację” — tego jeszcze nie było: książka przeczytana wiosną wróciła do mnie już jesienią, a to z okazji szybkiego wypadu na Istrię; wcześniej spodobała się bardzo, jednak genius loci sprawił, że lektura była „ze zrozumieniem” (przynajmniej z większym niż wcześniej);
A ponieważ życie jest za krótkie na czytanie rzeczy słabych i nieinteresujących, nie zabrakło także pozycji porzuconych… niestety, czasem już po kilkudziesięciu zdaniach widać jak bardzo rozminąłem się w swych oczekiwaniach z autorem:
- Winston S. Churchill: ’Secret Session Speeches’ — w sumie to ciekawe, że Churchill uchodził za znakomitego mówcę, przecież miał kiepski głos, z drugiej strony opublikowany w tej niewielkiej książeczce wyimek czterech przemówień parlamentarnych wygłoszonych w kluczowych momentach II Wojny Światowej też nie przywodzi na myśl niczego porywającego…
- Oriana Fallaci: „Uwielbiani. Miss Fallaci podbija Hollywood” — nawet jeśli dawni celebryci byli inni, niż dziś, i nawet jeśli pisało się o nich inaczej, to jednak opowiastki takie nadal nie dla mnie;
- Marek Krajewski: „Ostra” — miał być kryminał dla odmóżdżenia, aczkolwiek po jakieś 1/5 objętości doszedłem do przekonania, że autorowi jak zawsze najlepiej wychodzi jeżdżenie palcem po mapie przedwojennego Breslau… porzucone z nieskrywaną radością;

- Michał Lubina: „Niedźwiedź w objęciach smoka. Jak Rosja została młodszym bratem Chin” — w słowie wstępnym autor obiecywał popularyzatorskie podejście do tematyki, jednak wyszło mu to średnio; taki esej mógłbym przełknąć, gdyby był krótszy — pełnowymiarowa książka okazała się dla mnie nie do przebrnięcia (a szkoda, bo zagadnienie bardzo ciekawe, a wiedzy i erudycji też autorowi na pewno nie brak);
- Ian McEwan: „Maszyny takie jak ja” — są autorzy, którzy biorą w rękę starą mapę i rozrysowują na niej wyimaginowane wydarzenia, są też książki napisane w rytmie alternatywnej rzeczywistości („Wielka Brytania przegrała wojnę o Falklandy, rząd Margaret Thatcher chwieje się w posadach, a Alan Turing osiąga przełom w pracy nad sztuczną inteligencją” — to chyba z informacji wydawcy); może i by przypadło do gustu, acz w alternatywnej rzeczywistości;
- Tomasz Słomczyński: „Sopoty” — hmm…;
- Michał Szyszkin: „Pokój czy wojna” — pisanie o Putinie jest zawsze dobre, ale czy czytanie? nie jestem pewien…
- Nathan Thrall: „Jeden dzień z życia Abeda Salamy” — reportaż nagrodzony w 2024 r. Pulitzerem, więc powinno być arcydzieło, jednak jakoś mnie nie przekonało; rozumiem opisywanie konfliktu izraelsko-palestyńskiego przez pryzmat przeżyć jednostek, ale chyba nie aż tak detalicznie.
I to by było na tyle, na razie — oczywiście czytam nieustająco, więc na tutejszych łamach będą się pojawiały zarówno kolejne recenzje, jak i coroczne podsumowania ;-)
(wszystkie zdjęcia fot. Olgierd Rudak, CC BY-SA 4.0)