Krótko i na temat, bo jeszcze nic nie wiadomo: oto w serwisie RCL pokazał się projekt nowelizacji przepisów, w myśl których greenwashing będzie traktowany jako wprowadzanie konsumenta w błąd — a więc będzie skutkował odpowiedzialnością firm jak każda inna nieuczciwa praktyka rynkowa (projekt ustawy o zmianie ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym oraz ustawy o prawach konsumenta).
A mianowicie, w pewnym skrócie:
- w uzasadnieniu projektu mówi się, że przeszło połowa zapewnień o ekologiczności sprzedawanych produktów i firm okazała się po prostu fikcją, a chociaż „pseudoekologiczny marketing” już dziś może być traktowany jako wprowadzanie klientów w błąd, to masowość tego procederu podpowiada, że greenwashing należy zakwalifikować jako odrębne zjawisko;
- czy to oznacza, że greenwashing można postrzegać jako wprowadzanie przeciętnego konsumenta w błąd? zgodnie z regulacją nieuczciwą praktyką rynkową będzie „formułowanie twierdzeń dotyczących ekologiczności” sprzedawanych produktów, które nie są poparte jasnymi, obiektywnymi, publicznie dostępnymi danymi, weryfikowalnymi przez niezależnego eksperta;
- przy czym wprowadzanie w błąd może dotyczyć rzekomych cech środowiskowych i społecznych produktu, a także aspektów związanych z obiegiem zamkniętym, m.in. trwałości produktu, możliwości jego naprawy lub recyklingu;
- natomiast na czarną listę nieuczciwych praktyk (anty)rynkowych trafić mają:
- umieszczanie oznakowań dotyczących zrównoważonego charakteru towaru, które nie wynikają z systemu certyfikacji lub nie zostało ustanowione przez organy publiczne,
- formułowanie „ogólnego twierdzenia” o ekologiczności — jeśli firma nie będzie w stanie udowodnić, że jego działalność jest wysoce efektywna ekologicznie,
- formułowanie twierdzeń dotyczących ekologiczności w odniesieniu do całego produktu lub całej działalności przedsiębiorcy — czyli magiczne ESG, od których lepią się witryny firm i opisy wyrobów,
- bezzasadny argument o tym, że produkt cechuje neutralność, ograniczony lub pozytywny wpływ na środowisko ze względu na kompensowanie emisji gazów cieplarnianych (na marginesie: w redakcji art. 7 ust. 4c upnpr brakuje mi wymogu nierzetelności takiego działania — bo przecież jednak neutralność CO2 sama w sobie fikcją nie jest);
- dla równowagi: sklep sprzedający na odległość będzie miał obowiązek informować konsumentów o „przyjaznych dla środowiska opcjach dostarczenia towaru” (to już nowelizacja art. 12 ustawy o prawach konsumenta);
- a wszystko to dokładnie od 27 września 2026 r. (ciekawe, że tę datę są w stanie przewidzieć z taką dokładnością — a nie przewidzieli, że niedawna nowelizacja prawa o ruchu drogowym zostanie opublikowana jeszcze w tym roku).
Dla przypomnienia: nieuczciwe praktyki rynkowe to nie tylko ryzyko odpowiedzialności prawnej, ale też potencjalne problemy z UOKiK-iem za stosowanie praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów.
Zamiast komentarza: z jednej strony taka zmiana w sumie jest niepotrzebna, bo każde szachrajstwo przy budowie wizerunku i renomy firmy to wprowadzanie w błąd klientów. Z drugiej jednak strony chyba się jakoś utarło, że ściema w dobrej wierze jest ściemą pozytywną — więc to by chyba była dobra zmiana.