Zawyżanie statystyk oglądalności bloga

To jest całkiem ciekawe: jak donoszą „Wirtualne Media” trzech reklamodawców pozwało Facebooka za manipulacje przy statystykach wyświetleń wideo, przez co prezentowane wyniki mogły być zawyżone o 60-80 procent („Facebook pozwany przez reklamodawców za zawyżanie statystyk wideo„) — to chyba dobry moment, żeby odpowiedzieć zbiorczo tym P.T. Czytelnikom, którzy zainteresowani (lub niezainteresowani) współpracą z Czasopismem Lege Artis zwrócili mi uwagę na prezentowane statystyki oglądalności.

Na prezentowane w innych blogach statystyki oglądalności.


Zawyżanie statystyk oglądalności bloga


Teza prezentowana w tych listelach jest następująca: zakładając, że publikowane statystyki są prawdziwe — oraz zestawiając to z publicznie dostępnymi danymi (np. statystykami Alexa.com) — można odnieść wrażenie, że relatywnie średnim wynikom z Google Analytics towarzyszą relatywnie niezłe cyfry w Aleksie. Bo jak to możliwe, że przy moich ca. 50 tys. użytkowników mam lepszą pozycję niż inny lepszy blog, który chwali się przeszło 120 tys. użytkowników — ale weryfikowalne dane pokazują coś zupełnie odwrotnego.

Pytanie jest takie: czy zawyżanie statystyk oglądalności bloga (lub po prostu serwisu internetowego) może być kwalifikowane jako czyn nieuczciwej konkurencji?

Dalej będzie w punktach:

  • zacząć trzeba od definicji przedsiębiorcy w ustawie o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji: otóż zgodnie z art. 2 UoZNK przedsiębiorcą jest także każda osoba fizyczna, która nawet bez formalnej rejestracji działalności gospodarczej w CEIDG uczestniczy w obrocie, prowadząc nawet uboczną działalność zarobkową lub zawodową;
  • oznacza to, że nawet „człowiek bez firmy”, jeśli tylko traktuje swoje blogopisarstwo zarobkowo, jest przedsiębiorcą — chociażby nie prowadził działalności;
  • druga istotna definicja to oczywiście pojęcie czynu nieuczciwej konkurencji — którym jest każde „działanie sprzeczne z prawem lub dobrymi obyczajami, jeżeli zagraża lub narusza interes innego przedsiębiorcy lub klienta” (art. 3 ust. 1 UoZNK). Gdyby więc udałoby się wykazać, że podawanie nieprawdziwych statystyk miało na celu przyciągnięcie reklamodawców — którzy wydadzą pieniądze tam a nie tu — jest niezgodne z samą etyką kupiecką
  • ale przecież wprost zdefiniowanym czynem nieuczciwej konkurencji jest „rozpowszechnianie nieprawdziwych lub wprowadzających w błąd wiadomości o swoim lub innym przedsiębiorcy albo przedsiębiorstwie, w celu przysporzenia korzyści lub wyrządzenia szkody” (art. 14 ust. 1 UoZNK), zwłaszcza jeśli konkurent posługuje się w tym celu nieprawdziwymi informacjami o wynikach badań (statystyki oglądalności raczej pasują — ale czy pasuje lekko „wylepszona” omówka statystyk?, por. art. 14 ust. 3 UoZNK);
  • ale czy można nieprawdziwe informacje o popularności bloga traktować jako czyn nieuczciwej konkurencji w zakresie reklamy (art. 16 UoZNK)? Tu mam więcej wątpliwości, bo na dwoje babka wróżyła: oczywiście podawanie informacji o liczbie odwiedzających ma mówić o popularności medium, a więc przekładać się na zainteresowanie reklamodawcy i chęć do wydawania przez nich pieniędzy (zatem pasuje) — z drugiej strony literalnie rzecz ujmując nie jest to reklama, a przecież raczej nie powinno się stosować wykładni rozszerzającej;
  • warto też pamiętać, że ciężar dowodu w sprawach o czyn nieuczciwej konkurencji jest odwrócony — to wielbłąd musi udowodnić, że nie jest wielbłądem (tj. że nie kręcił w wypowiedziach zawartych w reklamie, art. 18a UoZNK);
  • i na zakończenie: rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji lub wprowadzających w błąd informacji w biznesie — nawet o samym sobie — jest wykroczeniem, jeśli ma przysporzyć korzyść majątkową lub osobistą (art. 26 ust. 2 UoZNK).

Reasumując: jak znajdę troszkę więcej czasu, to popozywam ich wszystkich ;-)

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

5 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze