Konstytucja idealna

Z okazji święta Trzeciego Maja próbowałem już tłumaczyć co ciekawsze jej postanowienia, a nawet snuć jakieś alternatywne wizje rozwoju historii, ba, trzy lata temu próbowałem być jak ta żaba, co podsuwa płetwę — dziś znów czas pobawić się w Platona i przelać na klawiaturę kilka akapitów o tym jak powinna wyglądać, zdaniem niżej podpisanego, konstytucja idealna w państwie idealnym, czyli Polsce nieodległej przyszłości ;-)

W punktach, bo tak przejrzyściej:

ustrój

  • ustrój państwa idealnego hasłowo oparłbym na takich pojęciach jak: czwórpodział władzy (władzy, nie władz) — obok tradycyjnej legislatywy, egzekutywy i judykatury dodałbym samorządność (trójpodział był dobry 200 lat temu) — a także wzajemne równoważenie i powstrzymywanie poszczególnych segmentów władzy (przy ogólnym współdziałaniu);
  • nie będzie czwór- ani nawet trójpodziału władzy jeśli nie będzie prawdziwego incompatibilitas — kategoryczny i bezwzględny zakaz łączenia jakichkolwiek stanowisk w poszczególnych jej segmentach: chcesz być posłem? proszę bardzo, ale nie będziesz równocześnie ministrem, wiceministrem, podsekretarzem stanu; żeby nie było pokusy wykorzystywania stanowisk: z zajmowanej posady rezygnujemy już w momencie rejestracji na kandydata w wyborach. Marzy się posada w rządzie lub administracji? proszę bardzo, ale uprzednio zrezygnuj z mandatu parlamentarnego;
  • dodatkowy bonus incompatibilitas to oczywiście mniejsza pokusa przekupowania parlamentarzystów przez rząd w zamian za stanowiska — skorumpowany deputowany oczywiście nadal może objąć posadę, ale automatycznie traci mandat, co oznacza, że rząd wcale nie zyskuje poparcia w legislatywie;
  • liberalizm podniesiony do zasady konstytucyjnej — oczywiście przede wszystkim w takim duchu, który lubię najbardziej (czyli „mnie się to nie podoba, ale kim jestem, żeby tego zakazywano, skoro to nieszkodliwe?”), ale też rozumiany jako liberalny kapitalizm, bo im mniej publiczno-rządowych posad do rozdania, tym mniejsze parcie ćwoków do żłoba;

władza samorządowa

  • to jest właśnie ten czwarty segment władzy, który nieprzypadkowo wymieniam na pierwszym miejscu. Samorządność nie może już być tylko rozumiana jako lokalne zarządzanie pierdołami (przy całym szacunku dla kultury, szkolnictwa, opieki zdrowotnej, etc.) i finansowane z ochłapów rzuconych przez władzę centralną;
  • państwo idealne to takie, które wie, że ludzie wiedzą lepiej, toteż od razu stawiam sprawę jasno: nie ma prawdziwego samorządu (czyli wolności) w państwie scentralizowanym, a nie ma większego przeciwieństwa centralizmu od konfederacji lub choćby federacji. Znów rozbicie dzielnicowe? Proszę bardzo — i i oto mamy: Małopolska, Pomorze, Śląsk, Warmia i Mazury, Wielkopolska. W każdym województwie lokalny sejmik i wojewoda, lokalnie wybierani, niezależni od władz centralnych — z lokalnymi kompetencjami, które nie muszą się sprowadzać do wywożenia śmieci i kładzenia asfaltu… (wbrew pozorom własne tradycje lokalnych rządów, fakt, że bardzo odległe, mamy; mamy też nieco późniejsze, chociaż obce i narzucone);
  • schodząc nieco na ziemię — władza samorządowa, nie tylko w państwie skonfederowanym, powinna być władzą realną, odpowiedzialną i rozliczalną — absurdem jest natomiast to, że akt prawa miejscowego może regulować tylko to, co mu ustawa pozwala lub nakazuje. Skoro gmina odpowiada np. za bezdomne zwierzęta, to powinna móc wymagać zaczipowania psów i basta;

władza ustawodawcza

  • na początek mój konik: polski parlament nadal jest bezimienny! przypominam, że tradycyjnie polski Sejm dzielił się na Izbę Poselską i Senat — konstytucja idealna powinna odrzucić komunistyczną nomenklaturę i przywrócić miano Sejmu całej legislaturze (dla jasności: dwuizbowość legislatywy jest dla mnie opcją tertium non datur);
  • Sejm Sejmem, ale po co taki wielki: mamy 560 deputowanych, a ile nazwisk naprawdę znamy? wytrawni miłośnicy parlamentaryzmu może setkę, ja więc dorzucam drugą — więc niechaj w Izbie Poselskiej będzie będzie 231 posłów (liczba nieparzysta, żebyśmy nigdy nie musieli myśleć o umowie opozycyjnej), a w Senacie 33+ senatorów (po dwóch na każde z dzisiejszych 16 województw + jeden mandat dla Polonii + każdy ex-prezydent RP);
  • wszystkie mandaty (poselskie, senatorskie) obsadzane w wyborach większościowych, w okręgach jednomandatowych (tak, pamiętam, że to dla suwerena ważna sprawa), nawet jeśli jest ryzyko, że przedrze się jakiś przysłowiowy „lokalny biznesmen”, to ja wolę lokalnych biznesmenów niż szemranych politykierów z teczki; ale żeby nie było za łatwo, dać możliwość oddania głosu ważnego niewybierającego oraz wprowadzić wymóg uzyskania połowy głosów dla objęcia mandatu (jeśli wyborcy w okręgu nie poprą żadnego z kandydatów, będzie mandat nieobsadzony);
  • żeby żadne wybory nie oznaczały kompletnego zawrócenia Wisły kijem: co dwa lata rotować 1/3 składu Senatu (jak w U.S.A.), dzięki czemu młodsi deputowani będą uczyć się od starszych stażem (mam nadzieję, że dobrych rzeczy, nie głupot). Im jestem dojrzalszy tym bardziej doceniam znaczenie słów: umiarkowanie, wypośrodkowanie, stabilizacja — a nic im nie bardziej nie sprzyja jak sytuacja, w której rząd, choćby wzniesiony na super-fali, musi liczyć się z większościowymi „złogami” w izbie, która go pilnuje (o tym więcej poniżej);
  • co do kompetencji: z jednej strony przydałoby się odpuścić permanencję parlamentu — powrót do obradowania na sesjach pozwoliłby naszym wybrańcom na powrót do życia, do wykonywanego zawodu — z drugiej jednak chciałbym, by legislatywa miała więcej do powiedzenia jeśli chodzi o kontrolę i hamowanie władzy wykonawczej. Może zatem rozwiązanie następujące: Izba Poselska obraduje na 2-3 sesjach w roku, zaś Senat permanentnie — pilnując tego, żeby się nam rząd nie wyrodził? (i znów sięgamy do korzeni ustroju Rzplitej!);

władza wykonawcza

  • na początek to, na co kiedyś nie zwracałem aż takiej uwagi (wiadomo, że człowiek uczy się na błędach): egzekutywa ma rządzić, kierować, wykonywać prawo, ale nie może być w tym puszczona samopas — ktoś musi ją cały czas pilnować. Uważam, że w ramach funkcji kontrolnej Senat powinien mieć prawo uchylenia każdego wydanego przez rząd aktu wykonawczego — rząd, który cieszy się realnym poparciem, nie będzie się tego obawiał, ale rząd, który jedzie po bandzie, powinien być traktowany jak bandyta, któremu cały czas patrzy się na ręce;
  • oczywiście pozostałe kompetencje w zakresie kreacji rządu i udzielania inwestytury premierowi powinny pozostać przy Izbie Poselskiej, pamiętając oczywiście o tym, że premiera i minister spośród parlamentarzystów oznacza zwolnienie mandatu (czyli wybory uzupełniające);
  • skoro władza wykonawcza wykonuje prawo, to nie może tego prawa tworzyć, to oczywista konsekwencja rozdziału władzy — kompetencje w zakresie inicjatywy ustawodawczej powinny należeć wyłącznie do Sejmu (może nawet wyłącznie do posłów? Senat niechaj bada i kontroluje, ale nie myśli o tworzeniu nowego prawa), jeśli rząd widzi konieczność wprowadzenia jakichś przepisów, powinien poszukać poparcia w legislatywie, która projekt zgłosi i go poprze;
  • powyższe zdradza, że jednak władza dwugłowa, bo obok premiera i rządu jednak prezydent — a niechby i wybierany na pojedynczą, siedmioletnią kadencję, bo czemu nie? ale skoro układ mamy taki, że rząd nam ministruje (przypominając źródłosłów — więc może raczej administruje?), to jednak prezydent o nieco poważniejszych kompetencjach w zakresie polityki zagranicznej. I znów sięgając po wzorce zamorskie: przy prezydencie Senat jako jego doradca, ale też hamulcowy (poprzez autoryzację niektórych prezydenckich decyzji — takie advice & consent);

władza sądownicza

  • przyznam, że odnośnie wymiaru sprawiedliwości najtrudniej napisać mi coś sensownego, bo przecież to jasne, że wymaga zmian — ale dziś fraza „reforma sądownictwa” ustawia człowieka w jednym szeregu z tymi, którzy uprawiają politykę klasycznego TKM!
  • pewne rzeczy są niezmienne: zawód sędziego powinien być ukoronowaniem (ładne słowo ;-) zawodu prawniczego, więc nominacje sędziowskie powinni otrzymywać najlepsi prawnicy — adwokaci, radcowie, prokuratorzy, ale też prawnicy „nietogowani”;
  • najdrobniejsza drobnica (te przysłowiowe sprawy do pięciu stówek) powinna natomiast spoczywać w rękach sędziów pokoju, niekoniecznie prawnikach, którzy w ramach bardzo uproszczonej procedury (takiej dosłownie mieszczącej się na 3 kartkach) zajmowaliby się sprawami z sąsiedztwa;
  • natomiast (tu też nie zmieniłem zdania, a na moje poglądy nie ma wpływu cyrk trybunalski) Trybunał Konstytucyjny należy zlikwidować, zaś badaniem konstytucyjności powinien zajmować się Sąd Najwyższy (żeby się nie okazało, że cyrk zaradkiewiczowski przekreśli i ten postulat), a jeszcze lepiej — strona powinna mieć prawo zgłoszenia zarzutu niekonstytucyjności w postępowaniu (zaś badać powinien go, dajmy na to, sąd apelacyjny).

Tak mnie naszło, obiecuję, że postaram się, żeby to był już ostatni raz ;-)

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

34 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze