Jeśli przeskoczyłeś tutaj, P.T. Czytelniku, oczywiście zupełnym przypadkiem, z Fejsbóczka czy innego Bzdurtoka, to nie zatrzymuję dłużej — chyba że przyczynkiem do poświęcenia trzech minut na tutejszych łamach będzie „Bóg techy. Jak wielkie firmy technologiczne przejmują władzę nad Polską i światem” autorstwa Sylwii Czubkowskiej1.
Jeśli publicystyka technologiczna komuś nie w smak, to nie będzie rzecz dla niego, więc może chociaż zapozna się z poniższym brykiem:
- tytułowe „bóg techy” to oczywiście ta cyfrowa MAGA (Meta, Apple, Google, Amazon), megakorporacje oplatające świat swoimi niezbyt czystymi mackami, które zapomniawszy o swoich przykazaniach ’Think different’ i ’Don’t be evil’ stały się współczesnym monopolistą na miarę Standard Oil, czystszym tylko o tyle, że to white collar biznes…
- …a poza tym z książki możemy się dowiedzieć o metodach Ubera, który lubił odgrywać startupiątko-niewiniątko, dopóki się okazało, że wcale taki nie jest, a jak już legislatorzy wzięli się za regulację tego modelu biznesowego (por. „Uber-Lex”), to potrafił pokazać ładne pazurki;
- o tym, że platformy najmu krótkoterminowego to nie tylko wrzód na tkance miast, zalewanych falami mniej lub bardziej przypadkowych turystów (napędzanych głównie nowymi „destynacjami” otwieranymi przez tanie linie lotnicze, dodać warto), ale też dodatkowy ból głowy dla władz tych miast: niby jest z tego kasa, bo wynajmujący płaci podatki lokalnie, ale platformy płacą podatki „u siebie”, a syf zostawiają „u nich” (na problemy związane z wywozem śmieci, nieczystościami, etc., bodajże uwagę zwracał też Mateusz Mazzini w książce „Włochy prawdziwe”);
- o tym, że wielkie centra danych to już troszkę takie lokalne ubojnie czy spalarnie śmieci: ciągną prądu tyle co niemałe miasteczko, przy czym zasilanie zapasowe wymaga kursujących cystern z paliwem, emitują upierdliwy szum i światło, które nie daje spać — więc nie ma się co dziwić, że niektóre społeczności zaczynają zwalczać je z równą zaciekłością (ciekawe czy pojawi się inicjatywa ustawodawcza, by chronić je jako dziwactwo sensoryczne?);
- stąd i część projektów to istne tajne-przez-poufne: autorka podaje, że lokalizacje infrastruktury Operatora Chmury Krajowej są pilnie strzeżoną tajemnicą, a chociaż premier Tusk-Morawiecki uwielbia się fotografować z przedstawicielami Microsoftu (etc.), to wokół projektu panuje jawność równa tej w Strefie 51;
- (zastanów się nad tym, P.T. Czytelniku, raz jeszcze, zanim zdecydujesz się na wykupienie większego pakietu w chmurze na swoje cudowne pstryczki z wypadu do baru lub odpalisz kolejny megatasiemiec frapujących rolek na insta czy fejsbósiu!);
- a przecież Netflix, który opłaty abonamentowe podwyższa, ale był i jest bardzo przeciwko odprowadzaniu tantiem dla twórców, w czym pomaga mu lobbing wśród decydentów — i tu znów ciekawe: choć wydatki zaocenicznych gigantów na marketing polityczny w Europie jest gigantyczny, to bez głębszego pogrzebania można mieć wrażenie, że wcale nie prowadzą one żadnych działań tego rodzaju — a to dlatego, że częstokroć wyręczają ich mniejsze, fasadowe, posługujące się „fajnymi” nazwami organizacje społeczne, zawodowe, biznesowe, skądinąd szermujące hasłami ochrony szaraków, etc.;
- wszystko jest o tyle łatwiejsze, że MAGA ma tyle szmalu (wiadomo, dochody i kapitalizacja np. Apple jest większa niż niejednego, wcale nie najbiedniejszego państewka), że chwilowa strata na jakimś produkcje jest przykrywana zyskami z innych usług, a dokumenty finansowe korporacji są tak nieprzejrzyste, że trudno się połapać na czym naprawdę zarabiają;
- a na koniec mój ulubiony konik: oranie konkurencji i rżnięcie konsumentów poprzez skupowanie startujących biznesów — prościej kupić za grosze (za miliard dolarów na przykład) już na początku i albo wchłonąć, albo wygasić, niż ryzykować, że wyrośnie realna konkurencja.
I to jest właśnie ten moment, w którym zawsze trąbię, że te wszystkie UOKiKi powinny przede wszystkim zwalczać koncentrację na rynku, żeby jakaś Wirtualna Polska Holding (Apple, ByteDance, Meta, Microsoft, Tencent, etc.,etc.) nie mogły jak leci skupować mniejszych biznesów, a nie babrać się w klauzulach niedozwolonych czy tam opłatach za utrzymanie numeru w sieci.
Disklajmer: książkę przeczytałem na 11-letnim (!) czytniku Amazon, pseudo-recenzję wyklepałem na laptoku marki Apple, a cały czas rżnęło coś dobrego na Tidalu… tyle dobrego, że pod wpływem lektury wreszcie się zdobyłem na odwagę i moją płatną pocztę przeniosłem z Gógla do szwajcarskiego Protona.
Zdecydowanie polecam!
- Oczywiście wiem, że nazwisko autorki powinno być w mianowniku, bo przecież fraza kluczowa tekstu to „Sylwia Czubkowska Bóg techy”, zaś tekst powinien być nafaszerowany frazą kluczową jak kukułka na przednówku śliwkami węgierkami (lubi to SEO i Discover), ale tak byłoby po prostu nieładnie ;-) ↩︎
(Sylwia Czubkowska, „Bóg techy. Jak wielkie firmy technologiczne przejmują władzę nad Polską i światem”, wydawnictwo Znak nowa Litera, na papierze 528 stron; fot. Olgierd Rudak, CC0)