Projekt nowelizacji prawa autorskiego (dozwolony użytek, utwory osierocone, etc.)

Świat idzie do przodu, więc trudno się dziwić, że Ministerstwo Kultury przygotowało projekt nowelizacji przepisów ustawy o prawie autorskim (do przejrzenia na stronach RCL, projekt nosi datę 24 września 2014 r., a ciekawą omówkę znajdziecie w „Dzienniku Internautów„). Rzeczywiście jest tam kilka fajnych i ciekawych rzeczy, w tym sygnalizowany przez Marcina Maja rozszerzony zakres instytucji … Dowiedz się więcej

Jak zarabiać pieniądze na blogowaniu?

W ramach moich internetowych peregrynacji odwiedzam różne blogi — miewam takie fale zainteresowań, więc ich tematyka może być naprawdę bardzo różna — więc tym razem zawiało mnie na popularny Antyweb.pl. Tamże odnotowałem, że wreszcie znalazłem doskonały sposób na zarabianie pieniędzy na pisaniu bloga.  Otóż oczom moim ukazał się formularz, za pomocą którego każdy może przesłać … Dowiedz się więcej

W sprawie praw autorskich do obrazu „Dama z łasiczką” jednak wszyscy się myliliśmy…

Authalia.com to dobry adres dla Damy z Łasiczką
„Damę z łasiczką” na pewno można byłoby zarejestrować w Authalia.com
W kontekście sporu o znak towarowy zaprojektowany dla Fundacji XX Czartoryskich przez wybitnego renesansowego grafika o imieniu Leonardo da Vinci — który to znak całkiem przypadkowo przybrał także postać obrazu pt. „Dama z łasiczką” (do obejrzenia w muzeum w Krakowie) — przyszło mi do głowy odświeżyć „Wielką bekę pod Grunwaldem„, którą już prawie 5 lat temu Jaś Majetko zarejestrował sobie w serwisie Auhalia.com.
Najmłodszym P.T. Czytelnikom Lege Artis przypomnę, że Authalia.com była swoistym kombinatem obejmującym spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością („Globalne Biuro Rejestracji utworów i praw autorskich” — wszakże skorzystanie z usług działało w 164 państwach) oraz stowarzyszenie będące rzekomo organizacją zbiorowego zarządzania prawami. Opatrując utwór certyfikatem można było go na siebie zarejestrować (w domyśle: utwór, do którego przysługiwały prawa autorskie — ale wcale niekoniecznie, co sprytnie udowodnił kultowy Jaś Majetko).
Piękny pomysł, piękne czasy. Jeśli ktoś nie pamięta, a chce się pośmiać — naprawdę polecam wszystko z tagiem Authalia.
I teraz właśnie mi przyszło do głowy, że być może Fundacja XX Czartoryskich — korzystając z wehikułu czasu — wróciła do bajecznego przełomu lat 2009/2010 i skorzystała z usług legendarnych speców od rejestrowania utworów na siebie. A następnie jeszcze raz przeniosła się w czasie, gdzieś tak do początku XVI wieku, celem zamówienia wykonania projektu graficznego u Leonarda? 
To by naprawdę wszystko wyjaśniało; nie da się ukryć, że uzyskanie certyfikatu na taki malunek kompletnie zmienia postać rzeczy.

Dowiedz się więcej

Czy „Dama z łasiczką” może być znakiem towarowym?

Dama z łasiczką

Na marginesie sporu o możliwość wykorzystania wizerunku obrazu „Dama z łasiczką” wbrew woli jego właściciela — i wracając jeszcze raz do zagadnień podniesionych przez „Dziennik Internautów” — przyszło mi do głowy, że warto się pokusić o rozważania: czy stareńki obraz pędzla Leonarda da Vinciego może w ogóle być traktowany jako potencjalny znak towarowy? Moim zdaniem … Dowiedz się więcej

Kto ma prawa do obrazu „Dama z łasiczką”?

Dama z łasiczką
Dama z łasiczką
 
Wczoraj „Dziennik Internautów” pisał o ciekawym przypadku „trzymania” praw do starego obrazu przez jego właściciela — czyli: czy Fundacja Czartoryskich może zakazywać przerabiania „Damy z łasiczką” powołując się na własność płótna? 
 
Historia toczy się wokół dość prostego schematu: Leonardo da Vinci namalował obraz gdzieś pod koniec 15 wieku, w 1800 roku kupił go Adam Czartoryski, później się tułał po świecie, aby po wojnie wrócić do Krakowa i trafić do zbiorów muzeum, 10 lat temu próbował go zwinąć Więckiewicz — a teraz się okazuje, że właściciele mówią: dość tych wygłupów. Wygłupy to oczywiście kolejna przeróbka obrazu — przegóglajcie internety, okazuje się, że nie pierwsza i nie ostatnia — czyli coś na wzór i podobieństwo utworu zależnego przygotowanego w ramach konkursu na reklamę jakiegoś piwa.
Grafika, której autorem jest Polak, wygrała konkurs (co mnie dziwi, bo jest niezbyt pomysłowa i dość łopatologiczna… no ale cóż począć, że większość reklam piwa jest dość przaśna), jednak w sprawę wmieszała się Fundacja Czartoryskich, która w listelu wysłanym do jego organizatorów napisała, że arbitralnym prawem fundacji jako prywatnego właściciela płótna jest kontrola wykorzystania reprodukcji, a zatem dbając o dobre imię instytucji nie wyrażają zgody na wykorzystanie „Damy z łasiczką” w browarniczej reklamie.
 
W konsekwencji organizator, pragnąc uniknąć konfliktu — wszyscy się dziś boją naruszenia własności intelektualnej — odwołał wyniki konkursu, więc twórca zwrócił się do Czartoryskich z prośbą o wyjaśnienie, w następstwie czego odpisano mu, iż (cytuję za „DI”, ale skróty i wytłuszczenia moje):

Korzystanie z reprodukcji obrazu „Dama z Łasiczką” wymaga zgody właściciela obrazu. Bez względu na kwestię istnienia praw autorskich, Fundacja jest właścicielem obrazu, który od ponad 200 lat jest ściśle identyfikowany z rodziną Czartoryskich (…) Ze względu na charakter prowadzonej przez Fundację działalności kulturalnej, realizowane w jej ramach cele statutowe i potrzebę zadbania o dobre imię Fundacji, wykorzystywanie reprodukcji obrazu Leonardo da Vinci „Dama z Łasiczką” w celach reklamowania napojów alkoholowych (piwa), jest niedopuszczalne. Co więcej, takie działania mogą skutkować naruszeniem dóbr osobistych Fundacji (w tym reputacji). W przypadku komercyjnego wykorzystania reprodukcji obrazu przez podmiot profesjonalnie prowadzący działalność gospodarczą, [może on być obciążony] odpowiedzialnością z tytułu popełnienia czynów nieuczciwej konkurencji uregulowaną w ustawie o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.

Co ciekawe laureat konkursu, któremu odmówiono zwycięstwa wskutek rzekomego naruszenia praw fundacji, zwrócił się ze sprawą do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które miało odpisać, że przecież zgodnie z ustawą o prawie autorskim prawa te wygasają w 70 lat od śmierci twórcy, zaś z chwilą przejścia do domeny publicznej każdy może czynić z utworu dowolny użytek — nie mają przy tym znaczenia kwestie właścicielskie egzemplarza utworu.
 
Znalazłem chwilkę by przyjrzeć się sprawie i pogłówkować kolejną chwilkę, i wyszło mi, że rzeczywiście coś tu nie gra, aczkolwiek nie mam pojęcia dokładnie co: niewątpliwie Fundacja próbuje nadużywać praw do „Damy”, jednak w swojej korespondencji pomija pewien dość istotny aspekt, który stawia całą rzecz w jeszcze innym świetle (o czym za chwilę).

Dowiedz się więcej