Jeśli ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości, że Grzegorz Braun jest nie tylko oszalałym z nienawiści populistą i cynikiem, ale po prostu ruskim agentem wpływu — lub dostrzegał w jego dezinformacjach zamiar sprowokowania dyskusji — teraz już chyba nie ma wątpliwości: jątrzący Grzegorz Braun zachowuje się jak agent wpływu Rosji.
Nie da się traktować wczorajszej wypowiedzi radiowej „kłamstwach Holocaustu” oraz słów, że „Auschwitz z komorami gazowymi to niestety fejk” inaczej jak zwykłego, szkodzącego Polsce, prymitywnego szmaciarstwa — oraz oczywiście dość niezwykłego przestępstwa jakim jest zaprzeczanie nazistowskim zbrodniom.
Kto nie urodził się przedwczoraj ten wie, że kłamstwa oświęcimskiego nie wymyślił Grzegorz Braun. Kilkadziesiąt lat temu podobne „odkrycia” — „odkrycia”, bo wszystkie publikacje były podlane pseudonaukowym sosem — prezentował brytyjski historyk David Irving. Ponoć przyświecała mu dążność do poznania prawdy w ramach swobody badań naukowych, ale chyba nie wszyscy się na tym poznali: negowanie zbrodni nazistowskich jest w wielu krajach karalne, więc Irving nawet coś tam odsiedział.
Nasz jurodiwyj to jednak przypadek dość specjalny. Można powiedzieć, że od kilku lat cała polityczna działalność Brauna sprowadza się do jątrzenia, siania niepewności i szczucia Polaków na Polaków — oraz sprowadzana na nasz kraj sromoty. Rozważać tej dezinformacji w kategoriach wolności słowa szkoda czasu, bo choć swoboda wypowiedzi chroni także stwierdzenia szokujące — to przecież każde słowo powinno iść w ślad za jakąś myślą, z czym u tego nabzdyczonego jegomościa jest naprawdę ciężko…
art. 1 pkt 1 ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej — Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu
Ustawa reguluje:
1) ewidencjonowanie, gromadzenie, przechowywanie, opracowywanie, zabezpieczenie, udostępnianie i publikowanie dokumentów organów bezpieczeństwa państwa, wytworzonych oraz gromadzonych od dnia 22 lipca 1944 r. do dnia 31 lipca 1990 r., a także organów bezpieczeństwa Trzeciej Rzeszy Niemieckiej i Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, dotyczących:
a) popełnionych na osobach narodowości polskiej lub obywatelach polskich innych narodowości w okresie od dnia 8 listopada 1917 r. do dnia 31 lipca 1990 r.:
– zbrodni nazistowskich,
– zbrodni komunistycznych,
– zbrodni ukraińskich nacjonalistów i członków ukraińskich formacji kolaborujących z Trzecią Rzeszą Niemiecką,
– innych przestępstw stanowiących zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne […]
art. 55 ustawy o IPN
Kto publicznie i wbrew faktom zaprzecza zbrodniom, o których mowa w art. 1 pkt 1, podlega grzywnie lub karze pozbawienia wolności do lat 3. Wyrok podawany jest do publicznej wiadomości.
…a może… może warto w takim momencie zapytać: cui bono? Czy chodzi tylko o uzyskanie, za wszelką cenę, pato-popularności (oczywiście pod osłoną immunitetu parlamentarnego, co było także metodą stosowną przez nazistowskich deputowanych w czasach Republiki Weimarskiej)? Czy jednak Grzegorz Braun celowo działa na szkodę polskich interesów?
Nie trzeba hołdować spiskowym teoriom dziejów, by dostrzec pewną prawidłowość: większość skandalicznych wypowiedzi Grzegorza Brauna to klasyk antysemityzmu (por. „O tym, jak poseł Braun ujrzał diabła gorejącego”). Te zaś pociągają za sobą oczywiste słowa krytyki wśród wpływowych organizacji żydowskich w Ameryce. A nawet jeśli nie dostrzeże tego taki orzeł jak Donald Trump (vide jego wtopa podczas spotkania z prezydentem Liberii: ’such good English. Where did you learn to speak so beautifully?’’), to nie przeoczą jego doradcy, donatorzy, etc. A przecież jakby na to nie patrzeć Stany Zjednoczone nadal traktujemy jako głównego sojusznika Polski, także w sporze lub konfrontacji z Rosją.
Is fecit, cui podest: kłamstwo oświęcimskie — Grzegorz Braun zaprzeczający zamordowaniu milionów ludzi w obozach zagłady — nie służy dobrze Polsce. Po pierwsze zawstydza i ośmiesza nas wszystkich: wszakże drugi taki jełop, nieważne czy spod Tel Awiwu czy spod Nowego Jorku, będzie mierzył świat stereotypami, a skoro Polacy wybierają takiego durnia jako swojego przedstawiciela, to przecież sami muszą być antysemitami. Po drugie idotyzmy Brauna szkodzą polskim interesom w kontekście relacji z Waszyngtonem, więc negowanie Holocaustu dobrze służy rosyjskim interesom w kontekście osłabiania Polski.
I proszę mi nie mówić, że nie ma żadnego dowodu, że aktywność Brauna jest suflowana lub opłacana z Moskwy. Być może robi to w gratisie, być może słowa dyktuje mu jakiś wewnętrzny głos — tak czy inaczej Polsce nijak się nie przysługuje, i to nie od wczoraj.