A teraz coś z innej beczki, czyli kilka słów o tym, że już za dwa tygodnie będzie normatywna ochrona osób uczestniczących w debacie publicznej przed wytaczaniem procesów tłumiących uzasadnioną i prowadzoną zgodnie z prawem krytyką — czyli wreszcie doczekaliśmy się prawa anty-SLAPP (ustawa z 29 maja 2026 r. o szczególnych środkach ochrony w postępowaniu cywilnym osób uczestniczących w debacie publicznej, Dz.U. z 2026 r. poz. 830).
Temat ustawy anty-SLAPP był omawiany na etapie projektu, w toku prac ustawodawczych zmienił się nie tylko tytuł, zatem pozwolę sobie omówić zagadnienie raz jeszcze:
- SLAPP to nic innego jak procesy nękająco-zastraszające, tłumiące krytykę i swobodę ekspresji, stąd też konieczność zapewnienia proceduralnej osłony przed szykanami — powództwami zmierzającymi „wyłącznie lub głównie” do stłumienia, ograniczenia i zakłócenia debaty publicznej, szykanowania za zabieranie głosu, w tym do wysuwania oczywiście bezzasadnych roszczeń i nadużyciem prawa procesowego;
- przy czym definicja debaty publicznej jest na tyle szeroka — mieści się w niej nie tylko wolność wypowiedzi, ale też wolność twórczości artystycznej i nauki, prawo do zgromadzeń, swobody religijne — że pozwolę sobie zacytować przepis w całości;
art. 2 ustawy o szczególnych środkach ochrony w postępowaniu cywilnym osób uczestniczących w debacie publicznej
Ilekroć w niniejszej ustawie jest mowa o debacie publicznej, należy przez to rozumieć wszelkie wypowiedzi lub podejmowanie innych działań w ramach wykonywania prawa do wolności wypowiedzi i informacji, wolności twórczości artystycznej i nauki, wolności zgromadzeń i zrzeszania się lub wolności sumienia i religii, a także działania przygotowawcze, wspierające lub wspomagające bezpośrednio związane z takimi wypowiedziami lub działaniami w związku ze sprawą mogącą budzić uzasadnione zainteresowanie społeczne, w szczególności dotyczącą:
1) praw podstawowych, zdrowia publicznego, bezpieczeństwa, środowiska lub klimatu;
2) działań podmiotów będących osobami publicznymi w sektorze publicznym lub prywatnym, w tym osób pełniących funkcje publiczne;
3) działań lub postępowań przed organami stanowiącymi prawo, wykonawczymi lub sądowymi, lub innych postępowań przed organami publicznymi, w tym organami Unii Europejskiej lub jej państw członkowskich;
4) podejrzenia popełnienia przestępstwa, wykroczenia lub czynu zagrożonego administracyjną karą pieniężną;
5) działań służących ochronie wartości wynikających z Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r. lub art. 2 Traktatu o Unii Europejskiej, w tym procesów demokratycznych, przed nieuprawnioną ingerencją, w szczególności przez zwalczanie dezinformacji.
- czy to oznacza, że mamy ostateczne potwierdzenie, że wolność słowa jest naj-naj, a każda cenzura to SLAPP, zatem Krzysztof Stanowski może bezpiecznie szczuć na ludzi? odpowiedź jest nadzwyczaj prosta: każdy może krytykować, a im wyższa figura, tym grubszą powinna mieć skórę (dziwię się więc, że przy okazji nie pomyślano o uchyleniu art. 135 par. 2 kk) — ale przecież wciąż trzeba pamiętać, że „prawo to minimum moralności”, więc nowe prawo nie wyłącza możliwości ochrony dóbr osobistych przed naruszeniem lub zagrożeniem;
- wracając ad rem: ocena, że proces to nic więcej jak SLAPP, może nastąpić z urzędu, na podstawie m.in. takich przesłanek jak nieproporcjonalność lub brak uzasadnienia wysuwanych roszczeń, wszczynanie wielu powiązanych postępowań, tj. opartych na tych samych faktach lub dotyczących tego samego przedmiotu debaty publicznej, grożenie lub zastraszanie uczestników debaty publicznej przez powoda lub jego komilitonów, podejmowanie czynności procesowych w złej wierze, w tym celowy wybór sądu, którego właściwość jest uciążliwa dla pozwanego, wykorzystywanie wpływów politycznych lub społecznych i przewagi ekonomicznej w celu wywierania presji, jak też pozywanie Polaka-szaraka (np. pracownika) zamiast instytucji, na rzecz której ów człek działał oraz uporczywa odmowa skorzystania z drogi pozasądowej lub prowadzenie mediacji w sposób wskazujący, że wcale nie chce się sporu zamknąć polubownie;
- proceduralnie: jeśli strona pozwana uważa, iż proces to zwykły SLAPP, będzie miał prawo zawnioskować o zobowiązanie powoda do złożenia kaucji na zabezpieczenie kosztów procesu;
- jeśli sąd uzna, po lekturze treści pozwu i dowodów, iż wytoczona sprawa to nic więcej jak powództwo oczywiście bezzasadne, będzie miał prawo je oddalić bez formalnego wszczynania sporu, na posiedzeniu niejawnym i bez fatygowania pozwanego;
- jeśli wyłącznym celem powództwa jest stłumienie, ograniczenie, zakłócenie debaty publicznej lub szykanowanie za udział w niej, sąd będzie mógł, na każdym etapie sprawy, uznać każde działanie za nadużycie prawa procesowego — przy okazji do art. 4(1) kpc dodaje się zdanie, iż czynność tego rodzaju jest „niedopuszczalna” — i na tej podstawie pozew odrzucić lub oddalić powództwo;
art. 9 ustawy o szczególnych środkach ochrony w postępowaniu cywilnym osób uczestniczących w debacie publicznej
Jeżeli wyłącznym celem wytoczenia powództwa jest stłumienie, ograniczenie, zakłócenie debaty publicznej lub
szykanowanie za udział w niej, sąd w każdym stanie sprawy może uznać wytoczenie powództwa za nadużycie prawa procesowego w rozumieniu art. 4[1] Kodeksu postępowania cywilnego.
- zaś odpowiednie sformułowanie powinno znaleźć się w sentencji orzeczenia;
- koszty: na przegrywającego autora SLAPP sąd będzie mógł nałożyć grzywnę w wysokości 20-krotności minimalnego wynagrodzenia — na dziś byłoby to 96120 złotych — aczkolwiek w szczególnie uzasadnionych przypadkach, np. jeśli powód próbował wykorzystać swą znaczącą przewagę lub zamierzał spowodować dla pozwanego szczególnie dotkliwe skutki — nawet 100-krotności tej kwoty;
- dodatkową konsekwencją oddalenia SLAPP może być konieczność opublikowania sentencji wyroku przez przegrywającego, na własny koszt i w miejscu wskazanym przez sąd (np. w mediach).
Od kiedy to wszystko? Ano ustawa wchodzi w życie po 14-dniowym vacatio legis, przy czym jej przepisy stosuje się do postępowań wszczętych po tej dacie — aczkolwiek już od tego dnia czynności procesowe mogą być oceniane jako nadużycie prawa procesowego.
Zamiast komentarza: oczywiście można powiedzieć, że cała ta ochrona osób uczestniczących w debacie publicznej przed SLAPP to pic na wodę, fotomontaż, bo przecież nieważne kto prawo pisze, ważne kto je stosuje (więc Roman Giertych zaraz powie, że żaden jego pozew nie jest nieuzasadniony i wcale nie zmierza do uciszenia niewygodnych krytykantów) — ja jednak wierzę, że zasadę, iż prawo to minimum moralności działa w każdą stronę.
(Oczywiście przydałoby się jeszcze wywalić z kodeksu karnego art. 212, ale to najwyraźniej przekracza wyobrażenie wszystkich decydentów.)