„Gwiezdne wojny: Przebudzenie mocy” — recenzja sentymentalno-racjonalna
Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce, pewien młody chłopak poszedł do kina i zobaczył te pierwsze i jedyne „Gwiezdne wojny” — i zamarzył, żeby fruwać takim samym Sokołem Millenium albo chociaż mieć taki sam miecz świetlny. Ale to były siermiężne czasy PRL, w sklepach nie było prawie nic, tym bardziej mieczy świetlnych (nawet w peweksach). No … Dowiedz się więcej